DYSKRETNY UROK MEBLOŚCIANKI
DYSKRETNY UROK MEBLOŚCIANKI wykład [...]
cykl 3 wykładów online 7-21 października 2026
ŚRODY GODZ. 20.00
dla posiadaczy karnetów udostępniamy nagrania wykładów na 15 dni po zakończeniu cyklu

dr Agata Szydłowska – badaczka, autorka książek, kuratorka. Absolwentka historii sztuki na Uniwersytecie Warszawskim, Szkoły Nauk Społecznych przy Instytucie Filozofii i Socjologii PAN, ma doktorat z etnologii. Pracuje w Katedrze Teorii Designu na Wydziale Wzornictwa Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, gdzie prowadzi zajęcia między innymi z historii wzornictwa. Interesuje się interdyscyplinarnymi badaniami nad dizajnem, w szczególności splotami projektowania z polityką i życiem społecznym. Autorka i współautorka książek o typografii, polskim projektowaniu graficznym i czasopismach z PRL-u, m.in. Futerał. O urządzaniu mieszkań w PRL-u, za którą otrzymała Nagrodę KLIO oraz nominacje do Nagrody im. Marcina Króla i Nagrody Historycznej Polityki, Paryż domowym sposobem i Od solidarycy do TypoPolo, a także artykułów naukowych i popularnonaukowych. Jest również współtwórczynią wieloletniego projektu Zoepolis poświęconego wspólnotom międzygatunkowym, obejmującego wystawy, badania artystyczne i książkę.
Od momentu pojawienia się odrębnego zawodu projektanta wraz z wybuchem rewolucji przemysłowej, kobiety niechętnie dopuszczano do tej profesji. Kojarzący się z technologią i architekturą zawód dizajnera miał być nieodpowiedni dla delikatnych kobiecych dłoni i umysłu niezdolnego do objęcia zagadnień konstrukcyjnych. Tak jak i w czasach przednowoczesnych, dla pań przewidziano bezpieczną niszę rzemiosła uprawianego w domu. Miało ono zbawienny wpływ na podatne na zepsucie panie, gdyż zajmowało bezczynne ręce i gotową myśleć o głupotach głowę. Przekonanie o naturalnych skłonnościach kobiet i mężczyzn było tak silne, że założyciel Bauhausu Walter Gropius odsyłał studentki do pracowni tkaniny i ceramiki, a studentów zapraszał do nauki wzornictwa i architektury. Na szczęście kobiety-rzemieślniczki umiały zrobić użytek ze zdobytych w domach umiejętności. Najpierw abolicjonistki, potem sufrażystki uprawiały politykę za pomocą haftu i szycia. Jednocześnie ta sama kultura uczyniła z kobiet strażniczki gospodarstwa domowego. To one w wiktoriańskiej Anglii miały urządzać reprezentacyjne przestrzenie godne statusu zarabiających na nowych biznesach mężów. To one w powojennych Stanach Zjednoczonych wybierały tapicerkę do domów na przedmieściach. Wreszcie, to z myślą o coraz większych rzeszach kobiet z klas średnich, które nie zatrudniały już służby, powstawały projekty kuchni, które miały oszczędzać czas i wysiłek (w Europie) lub stanowić błyszczące i mieniące się pastelowymi kolorami salony dla niepracujących Amerykanek. Podczas cyklu wykładów prześledzimy, jakie miejsce w historii dizajnu zajmowały kobiety-projektantki i rzemieślniczki, a jakie kobiety-konsumentki. Odwiedzimy kuchnie-cud, gdzie wszystko działa po naciśnięciu guzika, zobaczymy, jak wyglądała plastikowa kuchnia w Disneylandzie, jak Szwedki badały zmęczenie pań domu, zobaczymy, co abolicjonistki wkładały do haftowanych woreczków i czym zajmowały się osadzone w więzieniach sufrażystki.
Rewolucja przemysłowa nie była łaskawa dla kobiet. Dizajn kojarzył się z maszyną, postępem i technologią, czyli „męskimi sprawami”. Na robotnice czekała co najwyżej ciężka praca w fabryce włókienniczej. Lepiej urodzone panie zachęcano do bezpiecznych i cnotliwych zajęć domowych, takich jak haft lub ceramika. Zdobycie sławy i nazwiska w tych zawodach zarezerwowane było dla najbardziej zdeterminowanych. Tymczasem wiele pań z klas średnich wykorzystywało swoje umiejętności na rzecz działalności politycznej, wymykając się narzucanemu im podziałowi na przestrzeń prywatną i publiczną. W XX wieku niewiele się zmieniło. Najbardziej progresywna szkoła dizajnu, czyli Bauhaus, wciąż widziała studentki przy krośnie, a nie desce kreślarskiej. Nowe czasy przyniosły jednak nowe możliwości, a zdolne i przedsiębiorcze kobiety wchodziły do świata dizajnu od… kuchni. Podczas pierwszego wykładu porozmawiamy o tym, jakie możliwości miały kobiety chcące zajmować się projektowaniem u zarania nowoczesności.



XIX wiek, wraz z nowoczesnością, przyniósł nowe wynalazki, ale także – wydawałoby się – bardzo staroświecki podział na męskie i kobiece role. W zamożnych rodzinach z klas średnich to mężczyzna wychodził do pracy, a jego żona zostawała w domu. Nie trzeba było być panią Dulską, żeby wylądować w centrum mieszczańskiego domu z bibelotami, ciężkimi zasłonami i tapicerowanymi meblami. Piękne mieszkanie, za które odpowiedzialna była pani domu, było wizytówką mężczyzny. Podobnie sama żona – jeśli była ubrana efektownie, lecz całkowicie niewygodnie – świadczyła o tym, że mąż zarabia wystarczająco dużo, by być jedynym żywicielem rodziny. Stąd krępujące ruchy suknie i ciasne gorsety. Podział na strefę męską i kobiecą miał też swoje odzwierciedlenie w proponowanych przez rynek przedmiotach. Producenci zaczęli prześcigać się w wymyślaniu innych produktów dla pań i innych dla panów. Podział ten zaczął się załamywać podczas pierwszej, a następnie drugiej wojny światowej, kiedy coraz więcej kobiet poszło do pracy. Drugi wykład będzie poświęcony kobietom-konsumentkom. Tym, które mościły XIX-wieczne pluszowe gniazdka domowe i tym, które po wojnie urządzały nowe, bardziej lub mniej przestronne mieszkania i domy.

Pierwsze kobiety-dizajnerki wcale nie były projektantkami. To tak zwane edukatorki domowe, XIX-wieczne autorki poradników dla pań domu, w których radziły, co kupić, jak gromadzić zapasy oraz jak zaplanować kuchnię, by była wygodna i przede wszystkim oszczędzała czas i siły. Kuchnia zaprojektowana tak, by wszystko było pod ręką i żeby wykonując czynności nie trzeba było biegać po całym pomieszczeniu, stała się standardem w XX-wiecznych mieszkaniach. Takie kompaktowe kuchnie-laboratoria były przedstawiane jako przestrzenie służące emancypacji – im mniej czasu przy garach, tym więcej w pracy zawodowej. Nie zmieniło to faktu, że kuchnie projektowano wciąż z myślą o kobietach, a kolejne usprawnienia nie służyły równemu podziałowi obowiązków, lecz utrwaleniu istniejących ról w rodzinie. Kompaktowe kuchnie, które znamy z większości polskich mieszkań, były europejską specjalnością. Tymczasem za Atlantykiem niepracujące panie domu miały do dyspozycji mieniące się chromem i pastelowymi kolorami olbrzymie kuchnie-cud, które radziecki przywódca Nikita Chruszczow nazwał „złotymi klatkami dla profesjonalnej pani domu”. Podczas trzeciego wykładu przyjrzymy się temu, jak polityka i ideologia kształtowały przestrzenie kuchenne: od radykalnych pomysłów na mieszkania bez kuchni, przez oszczędzające pracę kuchnie-laboratoria, po przestronne kuchnie-salony.
