MISTYCY I MARZYCIELE
MISTYCY I MARZYCIELE MISTRZOWIE [...]
3 wykłady online 5 lutego- 19 lutego 2024
poniedziałki godz. 20.00
opowiada PAWEŁ BIEŃ

Paweł Bień – Historyk sztuki, kulturoznawca, poeta.
Absolwent Kolegium Międzyobszarowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych i Społecznych Uniwersytetów Wrocławskiego i Warszawskiego. Adiunkt w Dziale Edukacji Muzeum Narodowego w Warszawie.
Zajmuje się korespondencją sztuk plastycznych, muzyki i literatury w XIX i XX wieku.
Autor książki poetyckiej „Światłoczułość” (Łódź, 2021).
Handel wprawdzie tu podupadł – relacjonował sytuację miasta na lagunie jeden z dawnych historyków – lecz nagromadzone bogactwa były w XVI wieku wciąż jeszcze tak wielkie, iż arystokracja wenecka mogła beztrosko korzystać z uciech świata. Patrząc z perspektywy kilku stuleci możemy dziś przytaknąć dawnemu badaczowi – z pewnością istotnie korzystała.
Przez kolejne wieki wspominano wielkie festyny organizowane na placu św. Marka, rozwój muzyki i legendarną spuściznę literacką, rozpamiętywano zachwyt wenecjanek strojnymi szatami, powtarzano romansowe opowieści i pałacowe intrygi, podziwiano „świetną, radośnie witalną, barwną sztukę”, której najwybitniejszym przedstawicielem był Tycjan.
Twórczość mistrza rozpięta na przestrzeni niemal siedmiu dekad podlega nieustannym metamorfozom, począwszy od działalności młodzieńczej, w której – jak pisano dawniej – „szaleją niehamowane namiętności”, aż po późne prace, zachwycające dostrzeżonym przez Palmę il Giovanego „darem dobywania postaci z nicości dwiema, trzema kreskami”.
Z czasem ewoluowało malarstwo Tycjana, na przestrzeni wieków zaś zmieniały się poglądy na jego sztukę. Podczas cyklu lutowych wykładów Paweł Bień opowie o najwybitniejszym malarzu weneckim XVI stulecia oraz kolejnych interpretacjach jego bogatego dorobku. Czy rację mieli renesansowi książęta całej Europy i wielki cesarz Karol V sławiąc Tycjana jako niedoścignionego mistrza pędzla?
5 lutego 2024- Tajemnicze początki. Młody Tycjan
Będąc w londyńskiej Galerii Narodowej trudno oderwać oczy od delikatnie opalizującego rękawa płaszcza noszonego przez dumnego modela młodego Tycjana. Na pierwszy rzut oka szara tkanina, po uważniejszym spojrzeniu delikatnie mieniła się stalowymi błękitami i różem. Portret młodego mężczyzny przez dekady opisywany był jako wizerunek poety Ariosta, później w literaturze pojawiała się hipoteza, że to autoportret młodego Tycjana, od 2017 roku zaś modela identyfikuje się z przedstawicielem rodu Barbarigo.
Artysta posłużył się parapetem, rozwiązującym kompozycyjny problem „ucięcia” postaci modela. Nie był to zabieg innowacyjny – doskonale znany był renesansowym mistrzom od czasów Quattrocenta. Nowatorskie jest natomiast pełne dynamizmu ułożenie ciała mężczyzny, którego wysunięty łokieć zdaje się wyłaniać z płaszczyzny obrazu.
Na parapecie namalowane zostały inicjały artysty T. V. [Tiziano Vecellio], choć podczas prześwietleń ujawniono zamalowaną przez mistrza jeszcze jedną literę. Jak wytłumaczyć jej obecność zaproponuje podczas pierwszego z cyklu wykładów „Tycjan. Geniusz Wenecji” Paweł Bień.
Bohaterem spotkania będzie nie tylko „Portret młodzieńca z rodu Barbarigo”, który John Steer chwalił za „nastrój uogólnionej wewnętrznej tajemnicy”, ale również kilkanaście innych wczesnych dzieł weneckiego mistrza, w których poszukamy odpowiedzi na pytanie: jak rodził się genialny język plastyczny Tycjana.
12 lutego 2024-Ulubieniec książąt i cesarzy. Dojrzała twórczość.

„La Bella” to obraz tyleż zachwycający, co tajemniczy, a sam Tycjan nie ułatwił nam zadania.
Znamy wzmiankę umieszczoną w liście Francesca Marii della Rovere do swojego weneckiego wysłannika z 2 maja 1536 roku, w którym dowiadujemy się o „tym portrecie kobiety w niebieskiej sukni”, co do którego księżą pragnie, aby „został dokończony”. Wiosną portret musiał zatem być jeszcze na Tycjanowskiej sztaludze.
O ile z atrybucją i datowaniem nie ma większych problemów, o tyle wiele wątpliwości budzi kwestia tożsamości „La Belli”. Uroda modelki tak doskonale zadośćuczyniała renesansowemu ideałowi kobiecego piękna, że wśród badaczy pojawiło się pytanie, czy wenecka piękność istniała kiedyś naprawdę? Może idealna portretowana to efekt malarskiej wyobraźni Tycjana.
Uważnym miłośniczkom i miłośnikom weneckiego mistrza twarz z florenckiego portretu może wydać się znajoma. W latach 30. XVI wieku Tycjan malował tę twarz parokrotnie. Już dekady temu dostrzeżono podobieństwo „La Belli” do „Dziewczyny w futrze” z wiedeńskiego Kunsthistorisches Museum, „Dziewczyny z kapeluszem” znajdującej się w Ermitażu oraz legendarnej „Wenus z Urbino” z kolekcji florenckiej Galerii Uffizi.
Wierzono, że badania historii obrazu rzucą nowe światło na tożsamość modelki. W inwentarzu książęcego pałacu w Pesaro sporządzonego w latach 1623/24 pojawia się wzmianka o obrazie, wiemy także, że do Florencji trafił w 1631 roku jako spadek po Vittorii della Rovere. Czy możemy domniemywać, że ubrana z dworską galanterią dama nosiła książęce nazwisko właścicieli pałacu w Pesaro?
Wspomniany list z 2 maja 1536 roku jakkolwiek nie wyjaśnia w pełni naszych wątpliwości co do florenckiego portretu, pokazuje jednak, jak wielką estymą darzony był wówczas największy z weneckich malarzy. Książe zalecał swojemu agentowi: „Powiedz Tycjanowi, że nie możemy sobie wyobrazić nic lepszego dla naszej pani księżnej [czyli żony autora listu – Eleonory Gonzagi] niż to, o czym mówiliśmy, czyli Zmartwychwstanie, które, jesteśmy pewni, sprawi jej przyjemność”.
Minęło niemal pięć stuleci, a dzieła Tycjana – w tym „Zmartwychwstanie” i tajemnicza „La Bella” wciąż sprawiają przyjemność, nie tylko książęcym małżonkom.
19 lutego 2024- Dar dobywania z nicości. Późny Tycjan.

Waszyngtońska „Toaleta Wenus” uważana jest za jedno z najcenniejszych arcydzieł amerykańskiej Galerii Narodowej. Moim zdaniem – zdecydowanie słusznie.
Tycjan pisał, że „uczył się na cudownych starożytnych kamieniach” – w swojej późnej twórczości powraca do ideałów piękna odziedziczonych po antycznej rzeźbie. W postaci waszyngtońskiej Wenus dostrzec można podobieństwa do Wenus Medycejskiej czy Wenus Kapitolińskiej, jednak na odniesieniach do rzymskich twórców artystyczna genealogia obrazu się nie wyczerpuje. Obraz zdradza także wpływ kolorystyki weneckiego nauczyciela Tycjana – Giovanniego Belliniego.
Dzieło fascynowało kolejne pokolenia artystów, a kopie „Toalety Wenus” wykonywali Peter Paul Rubens czy Anthon van Dyck. I choć uważnie wpatrywali się w dzieło wenecjanina, z pewnością nie wiedzieli, że pod wizerunkiem bogini znajduje się niedokończony portret podwójny. Tycjan był jednak na tyle zręczny, że nie zamalował gotowej partii czerwonego płaszcza należącego do jednej z portretowanych postaci, tylko wykorzystał go jako okrycie Wenus.
Tycjan wielokrotnie powracał do motywu Wenus przed lustrem, jedna z wersji wysłana została nawet jako malarski podarunek dla hiszpańskiego króla Filipa II, ale tylko waszyngtoński obraz – uznawany dziś za najcenniejszy ze względu na najmniejszy udział uczniów – pozostał w domu mistrza, aż do jego śmierci w 1576 roku. Trudno się mistrzowi dziwić.
O tym, jak arcydzieło trafiło do kolekcji rosyjskiej, i dlaczego Józef Stalin potajemnie sprzedał je Amerykanom opowie podczas ostatniego wykładu cyklu „Tycjan. Geniusz Wenecji” Paweł Bień.