KU CHWALE RZEMIOSŁA!
KU CHWALE RZEMIOSŁA! O ruchach [...]
dodatkowy dostęp do nagrania przez 15 dni od zakończenia całego cyklu wyłącznie dla posiadaczy karnetu
opowiada PAWEŁ BIEŃPaweł Bień – poeta, historyk sztuki, kulturoznawca. Na co dzień pracownik Działu Dawnego Malarstwa Europejskiego Muzeum Narodowego w Warszawie, autor książki poetyckiej „Światłoczułość” i ponad stu popularnonaukowych tekstów o malarstwie publikowanych m.in. na łamach „Spotkań z Zabytkami” i „Ruchu Muzycznego” oraz portalach takich jak niezłasztuka.net, Teologia Polityczna i in., wygłaszał wykłady m.in. na zaproszenie Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Instytutu Pamięci Narodowej, Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, kilkunastu muzeów i fundacji
W centrum sztuki Modiglianiego zawsze stoi człowiek, choć jego wizja ciała daleka jest od realizmu. Z jednej strony dialoguje on z wielką tradycją renesansu, z drugiej zaś sięga po fascynującą ówczesną awangardę sztukę afrykańską. Co wynikało z tego niezwykłego połączenia? Przekonamy się już niebawem!
Mając czternaście lat zachorował na tyfus. Jak twierdziła później jego matka – to właśnie walcząc z tą, śmiertelną wówczas chorobą, zadeklarował w malignie, że zostanie artystą. Słowa rzeczywiście dotrzymał, choć nie było to proste. W Livorno uczył się malować akty, we Florencji studiował wczesny renesans, a podczas weneckiego Biennale zetknął się z nową sztuką, która zmieniła jest postrzeganie. Prawdziwy przełom nastąpił jednak, gdy artysta zamieszkał w Paryżu.
Kawiarniane pięknoduchostwo, burzliwa relacja z Jeanne Hébuterne, skłonność do ekscentrycznych zachowań, niestronienie od używek i fascynacja aktem przypięły mu łatkę skandalisty. Im jednak bliżej przyglądać się twórczości Modiglianiego, tym więcej znajdziemy w niej delikatnego liryzmu, melancholii i czułości.
Matka Modiglianiego zanotuje w swoim dzienniku latem 1899 roku: „zrezygnował z nauki i nie zajmuje się niczym więcej, jak tylko malowaniem; maluje codziennie, o każdej porze dnia i nocy z takim zapałem i poświęceniem, że aż mnie to dziwi i zachwyca jednocześnie…”. I choć nieco dalej przyzna „ja nieszczególnie znam się na sztuce”, to jednak nie kryć będzie rodzicielskiej dumy. Czternastoletni Amadeo zaskakująco prędko robić będzie artystyczne postępy, które wprawią w zachwyt nie tylko rodzinę, ale i profesjonalistów zdolnych dostrzec w ambitnym młodzieńcu zapowiedź wspaniałej artystycznej przyszłości. Czy dziś we wczesnych pracach mistrza jesteśmy w stanie dopatrzyć się cechy charakteryzujące jego dojrzałą twórczość?

W jednym z listów Modigliani charakteryzował swój stan słowami: „jestem ofiarą niezwykle silnych, bezustannie objawiających się i topniejących energii”. Przyglądał się dziełom dawnym mistrzów i nowo wschodzących na paryskim firmamencie gwiazd, korespondował ze starymi znajomymi i poznawał nowych tuzów artystycznego Montparnasse’u. W jego orbicie pojawił się Picasso, Matisse, Kissling, najsłynniejsze modelki i skandalistki epoki. Prowadził bujne życie, marząc, by przypominało ono „bogatą we wszelką obfitość rzekę, która radośnie płynie po ziemi”. Radość graniczyła jednak z rozpaczą, a po chwilach twórczego podniecenia następowały momenty stagnacji. Córka artysty wspominała Amadea jako podlegającego ciągłym zmianom humoru; czy miały one wpływ na jego sztukę? Postaramy się prześledzić podczas drugiego spotkania „Weekendu z Modiglianim!”.

Modigliani, zapytany dlaczego nie maluje swoim malarskim bohaterom i bohaterkom oczu, miał odpowiedzieć: „Kiedy poznam twoją duszę, namaluję ci oczy”. W ten esencjonalnej formule zawiera się kierunek poszukiwań ostatniego okresu mistrza z Montparnasse’u – jego portrety coraz subtelniej charakteryzują modeli, choć wciąż zachowują pewien dystans, jakby w poczuciu, że malarstwu nigdy nie uda się zgłębić tajemnicy ludzkiego wnętrza. Ludziom z jego otoczenia i samotności artysty, ostatnim arcydziełom i narodzinom mitu Modiglianiego poświęcimy ostatnie spotkanie czerwcowego cyklu Pawła Bienia.
