WEEKEND Z KLIMTEM!
WEEKEND Z KLIMTEM! Dwa spotkania [...]
dodatkowy dostęp do nagrania przez 15 dni od zakończenia całego cyklu wyłącznie dla posiadaczy karnetu
opowiada PAWEŁ BIEŃPaweł Bień – poeta, historyk sztuki, kulturoznawca. Na co dzień pracownik Działu Dawnego Malarstwa Europejskiego Muzeum Narodowego w Warszawie, autor książki poetyckiej „Światłoczułość” i ponad stu popularnonaukowych tekstów o malarstwie publikowanych m.in. na łamach „Spotkań z Zabytkami” i „Ruchu Muzycznego” oraz portalach takich jak niezłasztuka.net, Teologia Polityczna i in., wygłaszał wykłady m.in. na zaproszenie Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Instytutu Pamięci Narodowej, Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, kilkunastu muzeów i fundacji.

2 maja 2012 roku słynny dom aukcyjny Sotheby’s sprzedał „Krzyk” za 119 922 500 dolarów. Czy obraz naprawdę wart był tej ceny?
Zapytany o definicję malarstwa, autor dzieła odpowiadał: „W mojej sztuce próbuję wyjaśnić sobie życie i jego sens”. A dodać trzeba, że biografia Edvarda Muncha zdecydowanie należy do burzliwych i dramatycznych. Malarstwo i grafika norweskiego prekursora ekspresjonizmu stanowi fascynująca podróż w głąb ludzkich emocji, wsłuchiwanie się w głos intuicji, przyglądanie się zakamarkom duszy i próba opowiedzenia o nich przy pomocy koloru, linii, światła oraz faktury.
Dla Muncha każdy malarski temat był doskonałą okazją, by opowiedzieć o złożoności ludzkiego wnętrza. Nawet kiedy tworzył pejzaże, przekonywał, że „natura to nie tylko to, co widoczne dla oka… to także wewnętrzne obrazy duszy”. O pierwszych artystycznych krokach stawianych w Oslo, fascynacji postimpresjonizmem podczas pobytu w Paryżu, berlińskich skandalach i przyjaźni ze Stanisławem Przybyszewskim, kopenhaskich kuracjach nerwowych, o zainteresowaniu teatrem, romansach i strzelaninach, wystawach zamykanych w atmosferze skandalu i meandrach artystycznej drogi Muncha opowie Paweł Bień. A ponieważ twórczość wielkiego Norwega oddziałała na polskich artystów, dzieła Muncha uzupełnią prace m.in. Wojciecha Weissa.
Istnieją artyści, których indywidualny styl rozpoznajemy momentalnie. Tak też jest z wieloma pracami Edvarda Muncha, których nie sposób pomylić z obrazami żadnego innego artysty przełomu XIX i XX stulecia. W przypadku norweskiego mistrza droga prowadząca do wykształcenia indywidualnego języka malarskiego była długa i kręta, a jej przebieg prześledzimy podczas pierwszego spotkania noworocznego cyklu – od ciepła wnętrz rodzinnego domu po chłód skandynawskiego pejzażu.

Oszołomiony paryskimi wrażeniami, młody Munch podjął krótki romans z postimpresjonizmem. Jak zmieniło to jego podejście do kompozycji, jak francuscy mistrzowie zrewolucjonizowali paletę przybysza z Północy i wreszcie – dlaczego ostatecznie mistrz wyrósł z fascynacji pogodnym malarstwem pełnym rozwibrowanego światła dowiemy się podczas drugiego spotkania cyklu.

Zaprzyjaźniony z Munchem Stanisław Przybyszewski pisał, że to właśnie norweski malarz „po raz pierwszy odtworzył nagie stany duszy”, opowiedział o nieznanych dotąd malarstwu tajnikach ludzkich uczuć, emocji i intuicji. Nie bez kozery pisano więc, że Munch „usiłuje zjawiska duszy bezpośrednio wyrazić kolorem. Maluje tak, jak widzieć może tylko naga indywidualność, której oczy odwróciły się od świata zjawisk i skierowały w głąb własnego istnienia”. Obrazom emocji i emocjom wynikłym z tych obrazów poświęcimy spotkanie 26 stycznia 2026.

Stanisław Przybyszewski pisał na początku XX wieku: „Kiedy się patrzy na obraz, widzi się z początku bardzo mało. Ale zwolna rozciekawia się mózg tem, co mu te niejasne kształty poddają, zwolna poczyna dopełniać formy, odżywiać wyblakłe barwy, przedziera się przez te warstwy pyłu zatartego wspomnienia, i zwolna budzi się dusza”. Uważnie przyjrzymy się więc dojrzałym kompozycjom Muncha próbując odpowiedzieć na pytanie, czy mistrz był malarzem afektów czy też malarzem w afekcie?

Nieszczęśliwe miłości, wieloletnie zmaganie z chorobą, kryzysy psychiczne, zjadliwa krytyka i druzgocące niezrozumienie, wszystko to sprawiało, że życie Edvarda Muncha wielokrotnie przybierało dramatyczny bieg. Pod koniec życia wykonał autoportret, na którym ukazał się między zegarek a łóżkiem – z jednej strony próbował zatrzymać upływający czas, z drugiej zdawał sobie jasno sprawę z fizycznych ograniczeń. Napięcie między buntem wobec świata a stopniowym godzeniem się na niego, między kontemplacją a potrzebą aktywności, między mocą sztuką i ubywającymi siłami ciała będzie tematem ostatniego spotkania poświęconego wielkiemu ekspresjoniście.

cena promocyjna tylko do 15 grudnia