WEEKEND Z KLIMTEM!
WEEKEND Z KLIMTEM! Dwa spotkania [...]
4 wykłady online 6 LUTEGO-27 LUTEGO 2026
piątki godz. 20.00
dodatkowy dostęp do nagrań przez 15 dni od zakończenia całego cyklu wyłącznie dla posiadaczy karnetu

Kaja Rupocińska- historyczka sztuki i anglistka, nauczycielka licealna, popularyzatorka wiedzy współpracująca m.in. z Stołecznym Centrum Edukacji Kulturalnej w Warszawie. Specjalizuje się w sztuce angielskiej, ze szczególnym uwzględnieniem renesansu elżbietańskiego, sztuki osiemnastego, dziewiętnastego i pierwszej połowy dwudziestego wieku, oraz myśli i twórczości Johna Ruskina.
Zapraszamy na nowy cykl wykładów poświęconych angielskim pionierkom sztuk pięknych tworzącym w drugiej połowie XIX i w pierwszych dekadach XX wieku.
Okres panowania królowej Wiktorii (1837 – 1901) kojarzymy przede wszystkim z bezprecedensowym rozwojem gospodarczym Zjednoczonego Królestwa, umacnianiem jego pozycji imperialnej na mapie świata czy głębokimi przemianami społecznymi, o których pisali Charles Dickens, Elizabeth Gaskell, George Eliot (Mary Ann Evans), Thomas Hardy i Karol Marks. Wiele ważnych procesów i zjawisk zaszło wtedy także w dziedzinie sztuk pięknych: twórczość Turnera i Pre-Rafaelitów, działalność Johna Ruskina, Williama Morrisa oraz pozostałych artystów związanych z Ruchem Sztuk i Rzemiosł stanowią tu najoczywistsze przykłady.
Wydawać by się mogło, że w wiktoriańskim świecie ciemnych wnętrz, pluszowych mebli i rytualnych herbatek, w świecie, w którym kobietom przydzielono rolę ”Anioła domowego ogniska”, nie było miejsca na emancypację artystyczną ani pań domu, ani ich córek. To z jednej strony prawda, której skutki opisała Virginia Woolf w eseju „Własny pokój”, ale z drugiej – już niekoniecznie. Nieraz pomimo, a nieraz wbrew konwenansom i oczekiwaniom społecznym, kobiety uprawiały sztukę. Ekscentryczne z natury lub dzięki możliwościom, jakie dawało im pochodzenie i status społeczny, lub po prostu zdeterminowane i dzielne, z godną najwyższego podziwu odwagą i konsekwencją znajdowały czas na działalność twórczą – czasem musiały go wykradać, czasem udawało im się przekształcić życie tak, by sztuka zajmowała w nim pierwsze miejsce.
Wiktoriańska dama, oddana matka i żona, pani domu, dusza towarzystwa, opiekunka artystów – słowem: anioł domowego ogniska. Urodzona w Kalkuckie wnuczka członkini dworu Marii Antoniny, wraz z gromadką sióstr spędziła dzieciństwo u babki w Wersalu, a następnie wróciła do Indii, by wieść konwencjonalny żywot panny na wydaniu.
W 1835 roku wybrała się w podróż na Przylądek Dobrej Nadziei, by podreperować zdrowie. Przylądek ulubili sobie przedstawiciele wysokich szczebli angielskiej administracji kolonialnej – tu poznała astronoma Johna Herschela,
z którym połączyła ją przyjaźń i upodobanie do fotografii, oraz Charlesa Hay’a Camerona, za którego wyszła za mąż – jak donoszą źródła – z czystej miłości. Pochłonięta życiem rodzinnym i towarzyskim nie zdradzała zadatków na artystkę, ale wszystko się zmieniło, kiedy w wieku 48 lat, czyli kiedy podług ówczesnych standardów była już szacowną matroną, dostała od zięcia (i córki) przenośny aparat fotograficzny.
Fotografia rozwijała się od końca lat trzydziestych XIX wieku, była więc medium nowym i nowoczesnym,
a zajmowanie się nią wymagało nie tylko zmysłu artystycznego, ale przede wszystkim cierpliwości pioniera, gotowego mierzyć się z nieskończoną liczbą wyzwań natury technicznej. Julia pokonywała piętrzące się trudności
z niesłabnącą energią i entuzjazmem, powoli wypracowując własny styl, stanowiący, przynajmniej na początku, efekt dość przypadkowych zabiegów.
Julia Margaret uprawiała fotografię portretową, starając się uchwycić w modelach i modelkach, angażowanych do pozowania spośród gości, rezydentów, rodziny i służby, to, co odzwierciedlało istotę kobiecości i męskości, tak jak ją czuła i rozumiała – w mężczyznach podziwiała intelekt prowadzący do geniuszu, w kobietach – szukała wzorów miłości.
2.
3.
Młodsza z dwóch córek William Morrisa, spiritus movens ruchu Arts and Crafts, i Jane Burden, wychowywała się
w środowisku artystów dążących do przywrócenia angielskiej sztuce użytkowej świetności, której pozbawiło ją umasowienie produkcji przemysłowej. Bezprecedensowe zasługi ojca, oraz wpływ, jaki wywarł na gust swojego
i kolejnych pokoleń, sprawiły, że postać i działalność May długo pozostawały nierozpoznane. Nad wyraz niesłusznie, ponieważ May nie tylko wniosła wkład w rozwój firmy Morris & Co., od dwudziestego trzeciego roku życia prowadząc oddział hafciarstwa, lecz także samodzielnie projektowała wzory, dziś mylnie brane za pomysły samego Williama. Zainteresowana dawnymi technikami hafciarskimi, odtworzyła szereg z nich, nadając swoim pracom niepodrabialny walor historycznie poinformowanego rzemiosła. Poza haftem, zajmowała się też projektowaniem wzorów tapet, biżuterii, sukien i okładek książek.
May miała głęboką świadomość uprzywilejowanej pozycji społecznej, jaką dawało jej pochodzenie, w miarę stabilna sytuacja finansowa rodziny i możliwość zdobycia wykształcenia – jej pierwszymi nauczycielami byli – oprócz ukochanego ojca – m.in. John Ruskin i Edward Bourne – Jones; ukończyła też naukę w londyńskiej szkole artystycznej, którą z czasem przekształcono w Royal College of Art. Dzięki tym zasobom zyskała możliwość prowadzenia działalności zarobkowej, gwarantującej niezależność i możliwość życia na własnych zasadach – projektowała więc, uczyła technik hafciarskich i publikowała książki poświęcone sztuce haftu. Głośno i wyraźnie upominała się też o prawa do godziwego zarobku dla rzemieślników i rzemieślniczek, czyli osób takich jak ona sama, zabierając głos w debatach publicznych, pisząc artykuły i wygłaszając odczyty. Była zdeklarowaną zwolenniczką związków zawodowych i propagatorką samoorganizacji kobiet w walce o prawa ekonomiczne. Lewicowe poglądy polityczne oraz niezwykły etos pracy wyniosła z rodzinnego domu, nadała im jednak własne rysy.
1.
2.
3.
4. 
20.02. Beatrix Potter (1866 – 1943), czyli „Królik Piotruś” to zaledwie początek.
Obdarzona talentem plastycznym i zmysłem obserwacji, od najmłodszych lat prowadziła szkicowniki, najstarszy z nich, przechowywany w Victoria & Albert, pochodzi z czasów, kiedy miała osiem lat. „Nie potrafię niczego wymyślić, umiem tylko kopiować”, mawiała ze smutkiem. „Wielu ludzi potrafi rysować, ale ty umiesz dostrzegać rzeczy” usłyszała od słynnego malarza Pre-Rafaelity, Johna Evereta Millaisa. Miał całkowitą rację. Dziecięcy pokój w londyńskim domu w Kensington, w którym razem z młodszym bratem pobierała lekcje, zamieniła w małe zoo. Psy, koty, króliki, świnki morskie, myszy, szczury, a nawet nietoperze i wszelkiej maści owady – oto towarzysze i przyjaciele Beatrix, a także i pierwsi modele jej rysunków i akwarel. Potter najchętniej malowała przyrodę – z corocznych wielotygodniowych wakacji spędzanych w Szkocji, Krainie Jezior i Walii przywoziła tuziny pejzaży i studiów natury. Ku rozpaczy matki, życie toczące się w żywopłotach i zagajnikach interesowało ją o wiele bardziej niż wydarzenia towarzyskie w stolicy. A szczególnie dużo uwagi poświęcała studiom mykologicznym – do dziś możemy podziwiać niezwykłą kolekcję akwarelowych ilustracji grzybów jej pędzla. Biografowie Potter są zgodni co do tego, że gdyby tylko miała możliwość, zostałaby naukowczynią – przyrodniczką; niestety, w drugiej połowie XIX wieku taka ścieżka kariery była dla kobiet zupełnie niedostępna.
Beatrix świadomie prowadziła żywot osobny, samodzielnie kształcąc się w dziedzinie przyrody, i od czasu do czasu sprzedając wzory pocztówek czy winietek. Przełom przyniosła dopiero opowiastka o Króliku Piotrusiu – pierwsza w historii angielskiej literatury dla dzieci książka, w której tekst i ilustracje wyszły spod pióra (i pędzla) tej samej osoby. Zanim została przyjęta przez Braci Warne, odrzucił ją szereg i znaczących, i niszowych wydawców, którzy w kolejnych latach mogli tylko patrzeć, jak Warne & Co. opublikował ponad dwadzieścia niekonwencjonalnych historii zwierząt. Lisy, kaczki, prosięta, króliki, jeże i wiewiórki, najlepiej w historii ubrane grono zantropomorfizowanych zwierzaków, przyodzianych w schludne suknie i eleganckie garnitury, szybko stało się ulubionymi bohaterami kolejnych pokoleń dzieci, przynosząc Beatrix sukces finansowy i dając poczucie niezależności.
Postępujące problemy ze wzrokiem sprawiły, że artystka stopniowo wycofała się z działalności pisarskiej, poświęcając się ogrodnictwu, hodowli owiec oraz działaniom na rzecz ochrony krajobrazu i środowiska, co plasuje ją wśród pionierek myśli ekologicznej. Do malowniczej farmy Hill Top, położonej w Krainie Jezior, czyli kolebce angielskiej poezji romantycznej, którą kupiła, gdy wyprowadziła się z Londynu, stopniowo dołączyła przeszło cztery tysiące akrów ziemi skupowanej, by zapobiec parcelacji m.in. pod zabudowę letniskową. Całość gruntów przekazała trustowi powołanemu do ochrony dziedzictwa przyrodniczego i krajobrazowego; dzięki temu gestowi do dziś możemy spacerować po wybitnej urody terenach opiewanych przez Wordswortha i Coleridge’a, a malowanych przez Turnera, Constable’a i wielu innych angielskich pejzażystów.
1.
2. 
3.
4.
27.02. Vanessa Bell (1879 – 1961), czyli córka (nie)źle strzeżona.
Dorastała w domu, w którym sztukę słowa przedkładano nad sztuki piękne – ojciec, Leslie Stephen, należał do grona najważniejszych angielskich biografów, młodsza siostra, Virginia, od wczesnych lat zdradzała niezwykłe inklinacje do uprawiania pisarstwa. Dzieciństwo i młodość Vanessy upłynęły w cieniu strat i żałoby – przedwczesna śmierć matki, Julii Duckowrth – Stephen, ukochanej siostrzenicy i modelki Julii Margaret Cameron, a niedługo później przyrodniej starszej siostry Stelli, postępująca słabość i choroba ojca oraz kryzysy psychiczne Virginii spowodowały, że nastoletnia Vanessa musiała wziąć na barki obowiązki związane z samodzielnym prowadzeniem dużego, bardzo skomplikowanego domu. Pomimo tego nie zrezygnowała z ambicji zostania malarką. Świat form i barw przemawiał do niej równie intensywnie, co strofy Spensera do młodszej siostry.
Po śmierci ojca rodzeństwo Stephenów wyprowadziło się z dusznego rodzinnego domu i osiadło w Bloomsbury, w krótkim czasie skupiając wokół siebie barwne grono przyjaciół – artystów, pisarzy, dziennikarzy i naukowców, z przejęciem roztrząsających sprawy sztuki, poezji, literatury i muzyki na cotygodniowych spotkaniach czwartkowych.
Vanessa zdobyła formalne wykształcenie artystyczne w Akademii, studiując w pracowni Johna Singera Sargenta, i rozpoczęła poszukiwania własnego stylu w momencie, w którym krytyk i malarz Roger Fry zaintrodukował angielskiej publiczności zdobycze postimpresjonizmu. Odkrycie twórczości Cezanne’a, Gaugaina oraz sztuki awangardowej otworzyło artystce pole do nieskrępowanych eksperymentów z formą dzieł. Vanessa mówiła o sobie, że była malarką małych tematów – poza portretami rodziny i przyjaciół tworzyła martwe natury, pejzaże i sceny z życia codziennego. Jej sztukę charakteryzowała nieoczywista muzyczność, pod wieloma względami podobna do harmonii, jakie w powieściach tworzyła Virginia.
Vanessa zaprojektowała okładki do wszystkich tekstów młodszej siostry, zajmowała się także niezwykle nowoczesnym w formie wzornictwem artystycznym. W ramach stworzonych wraz z Rogerem Fry’em i Duncanem Grantem warsztatów Omega, nawiązujących do filozofii Arts and Crafts i warsztatów wiedeńskich, projektowała tkaniny, naczynia i przedmioty codziennego użytku. Miała świetne wyczucie przestrzeni i barw, które pozwalało jej na aranżowanie niezwykle ciekawych wnętrz – ukochany dom w Charleston w hrabstwie Sussex stanowił coś na kształt laboratorium designu, którego atmosferę i niepodrabialny styl wielbiło liczne grono krewnych i znajomych.
Żeby zrozumieć przełomowość i wyjątkowość twórczości Vanessy:
1.
2.
3.
